Najgorsze 115 km w zyciu - relacja z wyprawy rowerowej.
( 2010-05-17 07:44:31 )
...Dostalam w dupe. Tak, ze prawie sie poplakalam na koniec. Nawet jak w wielkich bolach przebieglam maraton w 2008 roku to sie nie poplakalam, a wczoraj bylo blisko.Zrobilam wczoraj 115 km. Ale jakie 115km!!!! Wicher, deszcz, gory, doliny, tereny, zimno, mokro, bez sil. Marakra jakas!!!Wyjechalismy o 10. Niestety pogoda juz od rana nie zapowiadala sie dobrze: zachmurzenie i silny wiatr. Momentami na otwartych przestrzeniach baaardzo ciezko mi sie jechalo pod wiatr, a to zabiera cala przyjemnosc z jazdy. Ale nic, jakos sie jeszcze w grupie trzymalam az do samej Sobotki, czyli ok 50 km. Powinnam juz wtedy zawrocic, albo nawet wczesciej, w koncu jeszcze jakos trzeba wrocic. Ale nie. Cismiemy dalej.. pod gore najpierw asfaltem, do podnozy gory. Jakas jeszcze dalam rade sie utrzymac na rowerze, chociaz tempo mialam 6-7km/h. Czyli jak lepszy spacer. Pozniej zaczal sie podjazd w terenie. pchalam rower na sama gore czyli jakis 30 min. Rece mi juz odpadaly, nie mialam juz sily, a z wscieklosci myslalam, ze zaraz cisne ten rower w krzaki albo zawroce. Z pewnocia bym to zrobila, ale nie mialam telefonu, zeby zadzwonic do reszty://W schronisku 2 barszczyki, kanapka, banan jakos postawily mnie do pionu. Ale perspektywa powrotu i tak byla przerazajaca. Z gorki w terenie znowu w tyle zostalam, bo sie balam pozpedzic na sliskich nierownych kamieniach. W dol po asfalcie tez. Tzn jechalam jakis 30-40km/h ale reszta oczywiscie szybciej. I tak sie juz ciagnelo do samego Wroc. Co jakis czas czekali na mnie.Ostatnie 25 km to jakis koszmar! Zaczelo padac, nie mialam juz jedzenia, sil tez coraz mniej i jeszcze zaczelo padac. Dodatkowo martwilam sie po biedny pies sam w domu przez 11h.. a ja nawet nie mialam sily pedalowac szybciej, zeby do niej dojechac.. Momentami pod wiatr po plaskim jechalam 7km/h czyli prawie w miejscu..Wiem, ze za malo zarcia mialam (jakis 1700kcal od rana), ale nie przewidzialam takiego hardcoru! Organizm co by nie mowic, tez mam zmeczony bieganiem i reszta, plus dieta.. Nie opychalam sie na trasie paczkami jak inni. Nie jezdze na rowerze tyle co reszta.. Wiem, wymowki, ale normalnie mam traume po tej wycieczce. Moj wyjad nad Balaton aktualnie stoi pod znakiem zapytania. ...