Gdynia 10-16.08.2009r. +2kg
( 2009-08-17 11:37:33 )
...Wróciłam :) Tak długo wyczekiwany urlop nad morzem już się skończył... Heh... szkoda , że tak szybko... Widzę jednak też plusy, gdyby trwał dłużej , to bym jeszcze więcej przytyła niż teraz. Po za tym stęskniłam się już za vitalią, za codziennym życiem i za zdrowym odżywianiem :) Tak , to ostatnie to prawda. Po prostu , nie regularne i nie zdrowe jedzenie, strasznie mnie zaczęło bardzo denerwować. Jadłam późno , robiłam za długie przerwy w jedzeniu . Boli mnie teraz brzuch , mam straszną zgagę i nie mogę się załatwić. Po za tym mam przeziębiony pęcherz. Przynajmniej tak mi się wydaje , do lekarza idę dopiero dziś o 17. Heh... no dobra , od czego by tu zacząć? Ogólnie wyjazd do Gdyni mogę zaliczyć za udany. Mój mąż prowadził w jedna i druga stronę , czyli dwa razy po około 6 godzin. Wyjechaliśmy koło 3.00 w nocy. Oboje spaliśmy miej więcej 3-4 godziny. Droga , wspaniała , cały czas jechaliśmy obwodnicą , jak byk strzał prosto, o godzinie 4:50 przywitało nas słoneczko Na miejscu byliśmy już o 9:00, ale pokój mogliśmy odebrać dopiero o 13:00, więc się kręciliśmy z tym całym majdanem w samochodzie po mieście , chcieliśmy zobaczyć morze. Gdy już mogliśmy zostawić rzeczy w pokoju , od razu , pojechaliśmy na miasto , żeby coś zjeść. Ja wcześniej przebrałam się w mini! Rzadko bo rzadko, ale decydowałam się już kilka razy w życiu na taki odważny dla mnie strój , ale zawsze zakładałam do niej rajstopy , leginsy. Tym razem jednak poszłam na całość! Około 15:30 znaleźliśmy się dopiero na plaży. Wtedy jedyny raz rozebrałam się do kostiumu. Nie wyglądałam jednak za dobrze. Mały biust, blade nogi i jeszcze te paski na brzuchu od garbienia się yyyyyy fuj. To był jedyny dzień kiedy było jako tako ciepło , przez pięć kolejnych dni , padało, a gdy przestawało , to albo było zimno , albo wiał wiatr? Także skupiliśmy się z mężem , na zwiedzaniu i jedzeniu. Tak że drugiego dnia ubrałam się tak: I tak: (musiałam się przebrać , bo przez ten deszcz uświniłam sobie spodnie błotem) Jeszcze taka ciekawostka o godzinie 14:00 (pierwsze zdjęcie z parasolem), chcieliśmy iść do oceanarium, ale zrezygnowaliśmy , ponieważ była około 200-300metrowa kolejka. Ciężko mi tak na oko dokładnie powiedzieć , ale owijała cały budynek w około. Szliśmy i szliśmy , szukając końca. Stwierdziliśmy , ze jeszcze nie oszaleliśmy i sobie darowaliśmy. Później gdy drugi raz wybraliśmy się nad morze (już po przebraniu- 2 zdjęcie na plaży) o godzinie 19 ,idąc brzegiem morza zaszliśmy tak daleko , że znaleźliśmy się w okolicy oceanarium, z czystej ciekawości poszliśmy zobaczyć jak tam kolejka , czy np. te osoby ostatnie co były , stoją ją już jako pierwsze ;) A tam niespodzianka , 4 osoby , więc i my się wybraliśmy. W oceanarium , było bardzo ciekawie. Zdjęcia niestety wychodziły po ciemku nie wyraźne i ładniejszych rybek nie udało mi się sfotografować. Tak więc tego dnia , narobiliśmy bardzo dużo kilometrów, co nam na pewno dobrze zrobiło , bo zjedliśmy syty obiad. Dzień kolejny czyli środa , również była pochmurna. Tego dnia , obejrzeliśmy w Multi kinie "Harry Potter i książę półkrwi", Odwiedziliśmy też Molo sopockie. Szczerze , to trochę się rozczarowałam , nic specjalnego , a tak się nim wszyscy zachwycają. W Gdyni tez jest długie molo i naprawdę nie chciało nam się płacić za przejście się sopockim molo, jak tam mieliśmy za darmo. Tak w ogóle to jakbym miała koniecznie powiedzieć co mi się nad morzem nie podobało , to to , że tam za wszystko trzeba było płacić, na toalety , za wodę , za miejsce parkingowe , a jeśli znalazło się jakieś miejsce do zaparkowania , bez parkometru , to stały dwa typki z obitymi buziami i za pokazanie malcem wolnego miejsca , które sama widziałam trzeba było dać im parę złotych , bo by jeszcze gwoździem lakier zniszczyli. Drogo strasznie , ludzie w tańszych budkach z jedzeniem bardzo nie uprzejmi , Babka w pobliskim sklepie gdzie mieszkaliśmy , obrażała się gdy chcieliśmy coś z nabiału , bo musiała zrobić dwa kroki , a nie np. papierosy które miała pod ręką. Oczywiście nie oceniam całego trój miasta po tych kilku wymienionych wyżej minusach. Bardzo podobały mi się drogi. Przypadło mi jeżdżenie cały tydzień po mieście i naprawdę byłam bardzo zadowolona. Światła zmieniały się w bardzo przemyślany sposób. Szeroka jezdnia , ładna nawierzchnia , dwupasmówka, bez dziur - super. Szkoda tylko , że wszędzie tak daleko , ale za to jeździły autobusy , czy tam trolej busy , sama już nie wiem jak się nazywały. Mało miejsca do zaparkowania , bo mnóstwo ludzi. Na moich oczach , dziewczyna przerysowała czyjś samochód , bo było tak ciasno , że nie można było jak wyjechać. He He . Fajna też sprawa to taka , że widziałam chyba z 10 osób z labradorami o jasnej sierści. Chyba w Gdyni bardzo lubią ta rasę ;) Co tam jeszcze? Hm? Na razie nie mogę sobie nic przypomnieć, więc wracam do opisywania dni :) Czwartek - Pogoda dziwna , trochę padało , trochę słońca , ale ogólnie to pochmurnie. Pierwsze i drugie zdjęcie były robione jedno po drugim. Przez chwilę padała taka leciutka mżawka, a za chwilę pokazała się tęcza. Po zrobieniu tych zdjęć , poszliśmy na długi spacer w wzdłuż plaży. Ubrana byłam tak: Później jeszcze do zdjęć zdjęłam żakiecik i jakoś wytrzymałam , więc nie było najzimniej. Swoją drogą , to był jedyny dzień kiedy miałam styczność z morską wodą w czasie tego urlopu. Tego dnia zanurzyłam stopy i łydki , w trakcie spaceru ;) Piątek- Leniwy dzień... Razem z mężem mieliśmy kiepski humor... Pogoda? Zimno i deszczowo . Nic nam się nie chciało. Z trudem w ogóle wyszliśmy z mieszkania. Zmusiliśmy się , żeby nie żałować później , że kończy nam się urlop , a my nawet głowy za próg nie wystawiliśmy. Z braku kasy , wybraliśmy tani bar na rynku w Gdyni. Co okazało się złym wyborem , ponieważ , zamówiłam łososio burgera , a oni mi dali inną rybę. Głupka będą ze mnie robić? To poszedł mój mąż i mówi im , że zaszła pomyłka , a facet do niego z gębą, że łosoś im się skończył. Ej , sory? To nasz problem? Trzeba było może się spytać ,czy nam odpowiada taka zamiana, może byśmy zamówili coś w ogóle innego , a nie taka samowolka i jeszcze będzie na nas krzyczał , że w ogóle się odezwaliśmy. Kiepski dzień... gadać nam się z nim nie chciało. Choć powinniśmy , narobić wielkiego hałasu , bo pomimo tej rybnej zamiany, to jeszcze nie dali coca coli , a zamawialiśmy i jeszcze dali zepsutą sałatkę do ryby mojego męża. Ha ha. Żal... Jednym słowem , tanie budki z jedzeniem , to koszmar! nigdy więcej! Tego dnia , kupiliśmy pamiątki, a ubrana byłam w : (musiałam coraz luźniejsze ciuchy zakładać , bo zaczął mi już brzuszek odstawać , widać było go już w czwartek) Sobota, ostatni dzień nad morzem. Bardzo liczyliśmy na odrobinę słońca , bo było nawet zapowiadane , że w weekend ma być ładniej. Niestety, dalej zimno... Dzień spędziliśmy na plaży w Orłowie. Potem wizyta na orlenie , bo sklepy były zamknięte ze względu na święto i do mieszkanka. Zamówiliśmy sobie pizzę z da grasso - mafiozo. Masakra! Nigdy więcej! Była tak ostra , ze nie dało się jeść. Dobrze , że oglądałam Galileo na tv4 i wiedziałam , że trzeba popijać mlekiem. Cały wieczór nie mogliśmy z mężem spać , tak nas brzuchy bolały. Niedziela - Dalej przeszywający ból w brzuchu , różne wariacje w wc. Musieliśmy jednak się spakować , bo o 12 oddawaliśmy pokój. Po 12:00 wybraliśmy się z tym całym majdanem w samochodzie na plażę w Gdyni , potem na plażę w Orłowie , zrezygnowaliśmy... Nie było , gdzie zaparkować samochodu. Bardzo dużo ludzi się wybrało w ten dzień nad morze , zwłaszcza, że pogoda była przepiękna. Jedyny ciepły dzień w czasie naszego pobytu nad morzem... No , niestety my nie mogliśmy wejść nawet do wody , ponieważ , strach było zostawiać , tak załadowany samochód z 2 km od plaży. Musieliśmy zagryźć zęby i wracać do domu. Wyjazd 12:30 , przyjazd 18:40 - równo 6 godzin z jednym postojem. Słońce świeciło nam w oczy , w samochodzie gorąco i duszno? Daliśmy jednak radę. Tak się kończy moja historia długo wyczekiwanego wyjazdy do Gdyni. Było mimo wszystko fajnie :) Z mężem się nie kłóciliśmy , odpoczęliśmy sobie , mamy dużo zdjęć i miło będziemy wspominać ten czas. A ja wracam do diety bo ważyłam się dziś i zobaczyłam 53kg :D Nie wiem ile z tego , to samo jedzenie w kiszkach, a ile to , że mam @. Zwarzę się jutro dla pewności , ale wiem i tak , że przytyłam , bo brzuchol mi odstaje ;] ...