BUUUUUCHHHHHAAAAAACHHHAAAAAAA
Uwierzylyscie?
Naprawde?
Ze co?
Ze ja?
Ze w ogole?
Tak, Tak, Tak,
byly ostre Cwiczenia od 20 do 24 wczoraj wieczorem........
Bieganie.......
moich paluszkow po klawiaturze komputera!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Auc, auc, boli, boli. (te wasze klapsy - wiem ze chcecie mi je dac!!)
Juz widze Wasze spojrzenia pelne dezaprobaty, krecenie glowa, mysli - "co ta zemra wyprawia".
Wiem, wiem ale sprawe postawie tak: pelna dieta sklada sie jednak z dwoch malych diet, ktorymi jest dieta zywnosciowa (gdzie chodzi o pochlanianie odpowiedniego jedzonka) oraz dieta ruchowa (polegajaca na cwiczonkach).
A do kazdej z nich trzeba dojrzec, jakos sobie psychike nastawic odpowiednio.
No i wlasnie ja juz dojrzalam do diety zywnosciowej gdzie od poniedzialku jestem grzeczna, nawet musze powiedziec ze z dnia na dzien grzeczniejsza az mysle ze niedlugo mi skrzydelka same u ramion wyrosna!! hihi
A co do diety ruchowej, no to.......
jeszcze po prostu brakuje mi tych paru dni,
no....
ale sa juz jakies male poddrygi jak same widzialyscie w dni poprzednie...
ze az tak wcale sie nie poddaje....
ze probuje...
jakies brzuszki....hula-hoop....step.
(no oprocz dnia wczorajszego gdzie poleglam calkowicie)
Wiem, wiem tez pamietam moj wpis i zdjecie moich narzedzi tortur, ale to sa wlasnie narzedzia tortur - a kto tak chetnie i laskawie siega po cos takiego, pytam sie???????
Wiem, ruch to zdrowie, ja wiem tylko jeszcze to dokladnie w 100% nie dotarlo do mnie, ale jest na bardzo dobrej drodze - objecuje!!!
Ale sa plusy i minusy z tych moich wczorajszych "komputerowych cwiczen"
Oczywiscie minusy to:
0 spalonych kalorii (choc podobno tez sie cos spala jak sie siedzi leniem przed telewizorem czy komputerem!!),
a takze minus to obolale kolana (siedziec tyle przy biurku );
no a o bolu w moich czterech tlustych literach juz nie wspomne.
Naprawde nie pamietam abym spedzila tyle czasu przy komputerze!!! Slowo.
Ja nie z tych!!
Dla mnie komputer to sprawdzenie emaila, facebooka, wgranie zdjec do faecebooka dla rodzinki rozprzestrzenionej po calym swiecie, przeczytanie na szybko jakis wiadomosci na onecie.
No i ostatnio Wy - to wszystko, aha przepraszam czasami cos chce kupic to troche mi to schodzi ale to wszystko.
A plusem jest ze przez te cztery godziny poczytalalm Was moje Vitalijki, tak, tak przeskakiwalam z pamietnika na pamietnik.
I dowiedzialam sie ze jest nas tu niestety barrrrdzo duzo....
bardzo duzo boryka sie z wagowym problemem...
ale takze duzo z Was ma inne problemy, ktorymi sie dzielicie...
problemy zdrowotne....
problemy milosne....
problemy finansowe...
problemy rodzinne....Pomyslalam ze ja jestem szczesciara, docenilam to co mam. W sumie dalo mi to do zrozumienia ze ja w takiej trudnej i ciezkiej sytuacji nie jestem. Ja na szczescie mam tylko problem wagowy z ktorym mam nadzieje sobie wkrotce poradze.A tu sie dzieja prawdziwe dramaty!!!!Musimy w koncu wiecej docieniac to co mamy, serio, bo jesli tak sie rozejrzec do okola to az tak nam, wiekszosci nie jest zle
Dzieki tej posiadowce "poznalam" na prawde super fajnych ludzi - no to co, mam tak tego zalowac!!!! Zawsze jest cos za cosAle moge obiecac ze to bylo takie jednorazowe i juz sie wiecej nie powtorzy - oj napewno!!!Oki bede musiala uciekac, bo dzien mam zaplanowany ambitnie:zaraz odprowadzc mala do szkoly
przygotowac tatar z lososia
wykapac malego
zrobic fasolowa zupke dla corki
zrobic rosolek dla mnie (bez makaronu - z kawalkami kurczaka)
Wyczyscic lazienke na dole
Przetrzec kurze i odswierzc salon i kuchnie
wymopowac podlogi na dole
no i o 15 isc odebrac male ze szkoly!!! (aby tylko o tym nie zapomniec!!! hihi)
Wiem ze dla niektorych to picus ale dla mnie to dosc duzo zaplanowanych rzeczy.Ale ja wlasnie jestem taka ze jak mam duzo na glowie a malo czasu to sie sprezam i wszystko jest wykonane o czasie. A niewazne ze czesc rzeczy robie z wywyieszonym jezorem i w strasznym biegu.No to lece milego dnia zycze