logo
  
Diety i treści dostarcza Vitalia.pl


alam

kobieta, 44 lat, Olsztyn

159 cm, 92.70 kg więcej o mnie


Twój asystent
Świetnie Ci idzie!
Schudłaś 4.6kg
Postanowienie wakacyjne: schudnąć ;)

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Historia wagi

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

Leniwa sobota

11 lutego 2012 , Komentarze (4)



Zawsze chciałam być wyższa. Chociaż ktoś kiedyś powiedział: "małe jest piękne a duże przydatne", to i tak wyższe półki w domu są dla mnie nieprzydatne. Dobrze, że w łazience udało mi się wywalczyć lustro w pionie, bo zwykle oglądałam czubek nosa i czoło.
Na coś trzeba zwalić swój nadmiar kilogramów
Piątek nie należał do udanych, a sobota też zaczęła się bardzo leniwie.
Dodaj komentarz

Ale na długo wystarczyło mi zapału :(

9 lutego 2012 , Komentarze (2)



Pedaliłam 2 dni: w poniedziałek i we wtorek. W środę zrobiłam sobie tzw. taktyczną przerwę na tzw. regenerację mięśni (każda wymówka jest dobra ) i dziś również zgasiłam budzik rano i przewróciłam się na drugi bok. Jaka jest szansa na jutro? Zobaczymy...
Bezsłodyczowo było 3 dni. Dziś porażka i to bez wyrzutów sumienia, bo jakiś mi się już one skończyły, jak w sklepie w PRL-u: wzięły i wyszły. Z resztą cóż mi one pomogą, jak się już nażarłam?
Ostały mi się jeno jakieś resztki zdrowego rozsądku, żeby się mimo wszystko nie poddawać.
A tak w ogóle to jestem w szoku, bo tym razem nie ważę się codziennie
Będzie ważonko raz w tygodniu, ot co!
Dodaj komentarz

Ja już se poleżałam

6 lutego 2012 , Komentarze (1)



I mnie już wstarczy 

Wiecie, że rowerkowo najtrudniejszy jest drugi dzień: doopa i nogi już bolą i trudno się wsiada na siodełko  mimo potrójnego zabezpieczenia tzn. miękkie siodełko, żelowa nakładka i pampersowe gacie kolarskie. Nic nie poradzę, żem jak księżniczka na ziarnku grochu.
No, ale kręcę, kręcę i zaglądam co u Was.
Wczoraj dzień bezsłodyczowy, po raz pierwszy chyba od 4 miesięcy!
Nawet udało mi się nie jeść po 18.... do 20 
Nic to, z czasem dojdziemy do 6 rano. I tak sukces, bo od 22 do 6 nic nie jadłam. Podczas ferii zdarzało się i dłużej, bo później wstawałam 
Dodaj komentarz

Komu w drogę, temu rower

6 lutego 2012 , Komentarze (3)



A nawet już dziś i to poniedziałek po feriach

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu a raczej rowerek. Od Wigilii odstawiony do sypialni, znów służył jako wieszak i zawalidroga. Ale teraz znów wrócił na swoje właściwe miejsce: do salonu, przed monitor. Wcześniej też długo stał w kąciku nieużywany. Właśnie siedzę i kręcę mimo trzaskającego mrozu za oknem, pot po rowku zaczyna ściekać. Coś mi się wydaje, że ciężko będzie się dopchać do rowerka, bo i książę małżonek stwierdził, że najwyraźniej grozi mu już lustrzyca, a i synek coś przebąkiwał o ćwiczeniu kondycji. Jak nic, trzeba będzie zrobić grafik, przynajmniej na początku. W zasadzie moje "godzinki" odrabiać będę rano skoro świt i oprócz mnie nikt w domu nie jest takim masochistą, żeby katować się rowerem i do tego jeszcze wstawać o 5. Takiego mam na razie plana 
Nie lubię zaczynać od jutra, bo to jutro zwykle jest jutro. Wczoraj decyzję podjęłam, to wczoraj też starałam się ograniczyć koryto, a przynajmniej zmienić skład paszy. W sklepie dalekim łukiem ominęłam półki ze słodyczami, ale dział warzywny jeszcze nie bardzo mnie przyciągał, bo zapomniałam zakupić marchewki do pogryzania. Bułeczek też nie kupiłam (bo nie było) za to do kasy pojechał pumpernikiel i jakiś razowiec. Dziś już nastawiłam zakwas na swój chlebek, który i tak piekę przynajmniej raz na 2 tygodnie.
Najgorzej będzie z ograniczeniem ilości, bo bebechy rozciągnięte i mróz za oknem, że nawet pies częściej zagląda do michy.
Ranną porą dokonałam pomiarów i wcale się nie zdziwiłam, wszak oczy mam i dorobiłam się nawet drugiego lustra w domu. A gdybym nawet na oczy była ślepa, to czuję, że ciuchy ciasne a niektóre to nawet w ogóle jakby się sprały. Muszę wymienić pralkę 
W ostatnim numerze tygodnika Forum jest artykuł pt. "Syzyfowe tłuszcze". Tłumaczenie z amerykańskich gazet. Fragment znajdziecie tu Strach cytować, bo będę musiała wydłubać sobie jedno oko, kupić na nie przepaskę i nazwać się piratem 
W każdym razie ja to już dawno wiedziałam. Nie musieli tych badań robić, wystarczyło mnie i parę innych Vitalijek przepytać. A za zaoszczędzoną kasę pójść na piwo.
Dodaj komentarz

Reaktywacja

5 lutego 2012 , Komentarze (8)



Mój ręcznik to waży już znowu chyba ze 25 kg
Niektórzy już wiedzą :))) Jeśli nie ma mnie długo na Vitalii, to znaczy, że tyję. A ponieważ jest to zajęcie niezmiernie zajmujące, nie udzielam się tutaj. Nie, żeby mi wstyd było, chociaż powinno. Jednakowoż jest to portal dla odchudzających się, a nie tyjących. Wprawdzie anorektyczki też się tu udzielają, jednak ja do przedstawicieli tego typu zaburzeń w odżywianiu nie mogę się zaliczyć.
Udawałam sama przed sobą, że absolutnie nie mam czasu, żeby tu zaglądać. W końcu opanować pracę na 1,5 etatu po rocznym urlopie, to nie w kij dmuchał. Ale to tylko wymówki. Jestem w tym mistrzynią.
Ciągle poszukuję metody na siebie i swoje kilogramy. Wypadałoby wreszcie je zaakceptować. W końcu ani mąż, ani kochanek, ani tym bardziej dzieci oraz pies nigdy na ich nadmiar nie narzekali. Tylko ja sama taka niezadowolona. Latka lecą, powabną laską już nie będę, nie ma się co łudzić, tym bardziej, że nie stać mnie na operacje plastyczne odsuwające w czasie objawy starości. Z resztą ja się stara nie czuję, dojrzała i owszem, wreszcie  Co nie znaczy, że mądra, może jedynie inteligentna. (Cóż za skromność!)
Podchodziłam do mojej decyzji o powrocie tutaj jak pies do jeża. Jakoś straciłam nadzieję, że dam radę, że to moje odchudzanie ma sens. Chyba w tej mierze jestem przypadkiem beznadziejnym. Nigdy nie pozbędę się pełnej rozmiarówki z szafy: za małych ubrań nie wyrzucę, bo "może schudnę"; za dużych strach się pozbyć, bo już tyle razy się przydawały
Ale wróciłam Najważniejszym obecnie powodem podjęcia kolejnej próby jest po prostu niewygoda: kłopoty ze schylaniem się, zadyszka itp

Dodaj komentarz

Jestem, żyję

5 października 2011 , Komentarze (14)



No, wzięła mnie ku•wica na samą siebie! Wprawdzie doopska nie ruszyłam, bo jak rano ciemno, to ciężko mi się zmobilizować, ale koryto zmniejszyłam. Waga powoli spada. A dobiła już do 86 Dziś 85,2 kg. Widzę światełko w tunelu.
Dodaj komentarz

Kobieto, opamietaj się!!!

30 września 2011 , Komentarze (3)



Waga większa o 0,7 kg niż tydzień temu.
Ale "uczciwie" na to zapracowałam. Nie wiem, co jest, ale włączyła mi się opcja hodowania słoninki na zimę. Nie mogę opanować podjadania. Moja motywacjo, wróć!!!
Centymetry na razie bez zmian, ale to się może szybko zmienić.
Nadchodzi październik, zwykle był to miesiąc oszczędzania, więc może uda mi się trochę zaoszczędzić na spożywanych kaloriach? Oby, bo nie chcę być gruba!!!!
Dodaj komentarz

Wczoraj dałam ciała :(

28 września 2011 , Komentarze (4)



Niestety poszło po całości
Zmęczenie, pogoda, zimno w domu i rzuciłam się na żarcie. Nawet nie będę wymieniać co pochłonęłam, bo wstyd. Dobrze, że rano popedałowałam, bo i ruchu by nie było.
Po południu włączyło mi się kompletne odmóżdżanie: siedziałam i układałam kretyńskie pasjanse. A robota leżała i leży dalej w związku z tym.
Nawet nie próbowałam dziś stawać na wagę. Sprawdziłam tylko kiedy była Lady Red i niestety okazało się, że nie mogę na nią nic zrzucić
Znaczy się trzeba spiąć doopkę i ograniczyć drastycznie korytko!
Dodaj komentarz

Poniedziałek

26 września 2011 , Komentarze (3)



Dzisiaj z tej minutki zrobiło się 40 minut, ale nikt nie kręcił mi się pod nogami, to nawet zdążyłam rano popedalić.
Waga stoi
Wczoraj pokonałam lenistwo i wyrowerkowałam 35 km, za to potem padłam, ale i czas był po temu.
Teraz, po obiadku też jakoś tak mam lenia i piasek pod powiekami. Chyba trzeba ruszyć tyłek i wyprowadzić psa na spacer.
Dodaj komentarz

Niedzielnie

25 września 2011 , Komentarze (2)



Hi hi, u mnie też dziś było rosołowo

Weekend powoli się kończy, a ja próbuję jeszcze zmobilizować się do rowerka. Nie jestem pewna, czy mi się uda, bo trochę się dziś i wczoraj zmęczyłam. Postawiłam sobie za cel bardzo ambitny plan zniwelowania góry ubrań czekających na prasowanie. Udało mi się, choć zajęło mi to w sumie chyba 8 godzin, jak nie więcej. Możecie sobie więc wyobrazić, ile tego było
Kusi mnie myśl, że może wystarczy już na dziś aktywności fizycznej.
Wczoraj oprócz prasowania dałam też nieźle czadu na basenie, a wieczorem potańczyliśmy intensywnie z księciem małżonkiem ze 3 godziny na milondze. Czuję to dziś w kościach i nie tylko
Może tym razem uda nam się też potangować również w tygodniu w sali gimnastycznej. Plan tygodnia z grubsza się klaruje, to może wciśniemy wspólne tańcowanie.
Wykupiłam sobie karnet na basen. W październiku po środowych próbach o 21:30 będę pływała Mam nadzieję, że będę miała jeszcze siły o tej porze. Jak mi się spodoba ta pora pływania, to w listopadzie powtórzę karnet. Bo w soboty to pływamy całą rodzinką. Bardzo to lubię!
Zatem z aktywnością fizyczna jest u mnie w porządku. Jedynie waga nie chce współpracować Serwuje mi tylko od 2 tygodni minimalne spadki. Zawsze to lepsze niż wzrosty wagi.
Muszę się znów uważniej przyjrzeć mojemu menu. Pewnie jak zwykle tam jest problem, choć na oko wszystko w porządku. No i bezsłodyczowych dni naliczyłam tylko 3 w tym tygodniu Z ilością nie szalałam, ale jednak...
Dodaj komentarz
Press room Reklama Regulamin Kontakt FAQ Mapa strony Copyright O nas Ustaw jako startową
© 2007 Wydawnictwo Lekarskie PZWL