Nie wiem od czego zacząć...
Czuję spokój, to zupełnie, niesamowicie inne, od wszystkiego, co przeżyłam do tej pory.
Właściwie podobnie uczucie mogło wydarzyć się już kilka lat temu...
Mogło, ale widocznie, musiało upłynąć tyle czasu, żeby wszystko się zmieniło. To nie żadne, nagłe uderzenie pioruna, to po prostu spokój i dużo ciepła. Nie spodziewałam się tego zupełnie, ale skłamałabym, jeśli bym napisała, że takie myśli nie przeleciały mi przez głowę.
Wyjechałam nad morze w dobrym towarzystwie starych i nowych znajomych, a wróciłam pełna pogłębionych przyjaźni, pełna szaleńczego śmiechu, pogody ducha, rozmów do późnej nocy pod niebem, z gwiazdami lub bez i pełna, jeszcze czegoś..., uczuć, spokoju, sama nie wiem czego jeszcze. Skończył się wyjazd, ale wszystko inne dopiero się zaczyna...
Nie ważne, że pogoda była różna, że czasem brakowało słońca.
Były i piękne widoki i rejs statkiem i cudnie wielkie fale. Były ptaki, łabędzie mewy, rybitwy, które przed rozgniewanym morzem uciekły na słoneczną plażę. Był olbrzymi szum wiatru w uszach, ale było też gorące, grzejące słońce i biały, wygrzany piasek.
Szkoda że trzeba było wracać...
