Spalone kalorie
C-w1 po prostu przychodzi nie rzadziej niż raz na dwa tygodnie. Zalega w fotelu i pozwala się obsługiwać. Ma swoje preferencje, które komunikuje wprost, nie uwzględniając odmowy. Tematem rozmów z nią = jej monologów jest: ona sama i jej nieszczęścia.
Wczorajsza wizyta w skrócie telegraficznym:
C-w1 od drzwi: - O widzę, że znowu utyłaś! - z radością w głosie.
- Moja waga mówi co innego - ja, jak zwykle spokojnie.
- No! nie gniewaj się, ja tylko mówię, co widzę. Napiłabym się kawy. Proponuję herbatę, bo nie mam cukru.
- Dobra gospodyni zawsze ma cukier w zapasie, ale coś słodkiego masz?
- Z pogryzaków mam marchewkę i grejfruta. Patrzy na mnie jakby nie bardzo wiedziała co do niej mówię, względnie rozważała możliwość, że zwariowałam. Na wszelki wypadek uświadamia mnie:
- Ale ja pytam o coś słodkiego?
- Jest jeszcze gorzka czekolada.
- Dobra gospodyni, zawsze ma coś dla niespodziewanych gości. Czy ja w jej głosie złośliwość słyszę?
- Tak? A ja nie mam, to co?... zawieszam głos i kończę: marchewka czy grejfrut? C-w1 z niezadowoleniem wypisanym na twarzy, zasiada na "swoim miejscu". Z obrzydzeniem patrzy na moją ulubioną gorzką czekoladę, z niedowierzaniem na marchewkę. A ja patrzę jak pół słoiczka cudnej konfitury wiśniowej znika w herbacie... C-w1 szybko wraca na stare tory:
- Wiesz, ostatnio strasznie mnie bolą... myślę sobie: wiem, i żadne ostatnio ale nieustannie, i zaraz zaczną się fizjologiczne szczegóły; myślę sobie: będzie musiała(?) zrobić przerwę na nabranie powietrza, czekam, udaje się:
- Idź z tym do doktora, ja jestem prosta baba z miasta i nie mam pojęcia co ci może pomóc. C-w1, przez mgnienie oka, wygląda jakby miała porażone mięśnie twarzy, ust nie może zamknąć. Ale już po chwili dochodzi do siebie i... płynnie przechodzi do:
- Byłam u lekarza, ale...
A za oknem fajna pogoda, myślę sobie: a może sposobem na psi spacer ją wziąć?
Pies śpi, prawie chrapie, ale C-w1 psa nie widzi, myślę sobie: trudno może się uda. Zbliża się chwila na zaczerpnięcie powietrza:
- O! pies bardzo chce wyjść na spacer, to co idziemy? - zadziałało... na psa: może spać jak kamień, ale jak usłyszy "pies" i "spacer", wszystko jedno w jakiej konfiguracji, to zachowuje się tak jakby szaleju się nażarł. C-w1 lekkiego wytrzeszczu oczu dostała, ale bez walki się nie podda:
- No to z nim wyjdź, ja poczekam... Ha, punkt dla niej - ja wychodzę z psem, ona z TV zostaje.
Ledwie w progu stanęłam:
- Zjadłabym coś, mogę ziemniaki obrać. Nie mam nic przeciwko ziemniakom, tylko akurat ich nie mam, mięsa gotowego też, a robić mi się nie chce! Szybka galopada myśli, a co ja właściwie mam do jedzenia?... mam: pełnoziarnisty makaron ze szpinakowym pesto! C-w1 ma minę jakbym ją otruć chciała, myślę sobie: dobrze jest, punkt dla mnie. Radość przedwczesna, C-w1 ze zdumnienia się otrząsnęła i:
- W ostateczności może być. I zaczyna relacjonować co się ostatnio wydarzyło między nią a ślubnym. Dobrali się jak w korcu maku - piekielnym korcu maku. Namiar na terapeutę rodzinnego - dałam, na adwokata od trudnych rozwodów też dałam - dawno temu...
Myślę sobie: po co to wszystko? Przecież mogłam powiedzieć, jasno i wyraźnie: zachowujesz się jak wampir, mam wrażenie, że mnie wykorzystujesz i chciałabym o tym porozmawiać; mogłam? Z myślenia wyrywa mnie pytanie:
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Nie bardzo - dwa słowa i robi się lodowato, próbuję ocieplić - mam do podjęcia trudną decyzję, myśli wracają do niej jak bumerang. Zero zainteresowania, o co może mi chodzić, więc nie dowie się, że zastanawiam się czy z naszej znajomości jeszcze da się coś wykrzesać.
C-w1 kończy jeść, z niesmakiem w głosie: - Ten makaron, to jednak nie jest dobry, jak można mieć w domu tylko takie paskudztwo. Zbiera się do wyjścia, a ja najuprzejmiej jak tylko potrafię:
- Następnym razem może wcześniej się zdzwonimy, bo... W przepdokoju półmrok, widzę niewyraźnie, ale mam wyraźne przeczucie, że gdyby wzrok zabijał, nie pisałabym tych słów...
Wyszła... ledwie żyję... trzy godziny z życia... mogło być gorzej...
Nie, cytat z Pawlikowskiej nie był przypadkiem, to była wizyta niezapowiedziana ale od kilku dni spodziewana. Tak, byłam na nią przygotowana.
Ps.1 C-w1 nie jest członkiem, ani bliższej, ani dalszej. Znamy się od... prawie zawsze.
Ps.2 Opowiedziałam całą historię bliższej - to znaczy chciałam, bo jak tylko zrobiłam przerwę na oddech, usłyszałam: - Przecież ona zawsze traktowła ciebie jak konfesjonał, z tą różnicą, że do ciebie mogła przyjść bez postanowienia poprawy i z gwarancją że może olać pokutę. No to się wściekłam: mnie leżącą, tak z buta, bez znieczulenia? Powietrza w płuca właśnie nabierałam, żeby nie dać szansy na wtręty, gdy bliższa stwierdziła: - O! pies musi na spacer! Kwestię: - Nie ze maną takie numery, wygłosiłam do zamykających się drzwi. Widać pies bardzo musiał.
Na marginesie: jedyną istotą w pełni zadowoloną z mojego odchudzania jest pies. Od tych nadobowiązkowych spacerów wymłodniał i... schudł ;)
Śniło mi się, że ktoś zajumał mi 7!!!
Świtem koło północy (ciemno było) się przebudziłam, polunatykowałam krokiem chwiejnym i na wagę wlazłam i... wiadro zimnej wody spłynęło mi po plecach... 7 jakś niepewna, 8 brzuszek pokazjue! No nie! Od razu się obudziłam, wzork mi się wyostrzył... ta 8 to na drugim miejscu... uf... poszłam dospać. Budzę się rano w podskokach gnam na wagę a tam po 8 śladu nie ma!!! Ktoś zajumał mi 8!!! Skąd ta 9 się wzięła??? No to co, że na drugim miejscu, ale przez chwilę jej tam nie było! Od dzisiaj piję coś uspakającego przed snem!!!
Aha przemyślałam, nie jestem c-w :) Dowód? Proszę bardzo: śniadanie jem - a nawet dwa ;) kawę piję zbożową niesłodzoną, cukru białego niet, spodnie w ciuchowni kupione, z okiem do okulisty poszłam ale złotem też nacierałam (oko nie okulistę i jęczmień się nie wykłosił), magnez łykałam a potem na drożdże piwne zamieniłam i do dzisiaj łykam. Tylko powinnam prowadzić bardziej aktywny tryb życia. Ale widzicie, z moim skrzywieniem kręgosłupa, wadą postawy i płaskostopiem... Ale to się od dzisiaj zmieni, bo straszny sen miałam... Znaczy się korzystam z pomocy i z czystm sumieniem mogę prosić o więcej ;)))
Tak naprawdę to nie podejrzewałam siebie o wampirstwo, ale nie zaszkodziło sprawdzić ;)
Kij w mrowisko,
|
a jeśli to prawda, że... Każda niezanalizowana przegrana powoduje, że coraz mniej wierzymy w siebie. A dalej to już błędne koło: nie udało się - jest mi z tym źle, podejmuję następną próbę, ale już wątpiąc, czy się uda, i znowu nic... W efekcie tracimy wiarę, że zmiana w ogóle jest możliwa. zródło: Dasz radę! GW 26 października 2009 |
czyli, baaaaardzo długi cytat:
"Człowiek-wampir często się skarży.(...) W naturalnym odruchu drugi człowiek pragnie mu jakoś pomóc (...) Człowiek-wampir słucha, kiwa głową, a potem nie robi nic. (...) nie szuka rozwiązania swoich problemów, tylko współczucia i zainteresowania (...) wcale nie chce zmieniać niczego w swoim życiu, nie jest gotów włożyć najmniejszego wysiłku w poprawę swojego losu. Przelewa tylko swoje złe, smutne myśli, destruktywne podejście do życia, swoją bezradność i bierność na innych ludzi. Wykorzystuje ich. (...) Bo przecież prosząc o pomoc, wcale nie ma zamiaru z niej skorzystać. Chce tylko stać się bohaterem naszych myśli, starań i trosk. (...)
Każdy wampir powinien dostać szansę. Nawet jeśli jest wampirem, ale ma problem i prosi o radę, powinnien ją dostać. Ale jeśli nie chce z niej skorzystać i wybiera trwanie w swojej mizerii, to nie męczcie się dłużej. Pomoc drugiemu człowiekowi ma sens wtedy, kiedy obie strony chcą zmiany na lepsze i są gotowe włożyć trochę pracy w osiągnięcie celu (...)
Wampiry zwykle nawet nie słuchają tego, co się do nich mówi. Potakują i robią madre miny (...) A potem wracają do przerwanego wątku opowieści o swoich nieszczęściach. Kiedy mówisz do wampira:
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?...
- Oczywiście! - odpowiada wampir - Mówiłeś o tym, że powinienem prowadzić bardziej aktywny tryb życia. Ale widzisz, z moim skrzywieniem kręgosłupa, wadą postawy i płaskostopiem...
Kiedy widzę, że moja dobra wola, chęć pomocy i wysiłek trafiają w próżnię, odchodzę i przestaję pomagać. Kiedyś było inaczej. Tym bardziej, że ludzie-wampiry instynktownie wyczuwają, do kogo mogą się łatwo zbliżyć i wciągnąć w swoją ciemną grę. (...) Przez pewien czas żyłam wyłącznie problemami takich osób i całe moje życie koncentrowało się na znalezieniu kolejnych rozwiązań ich problemów (...) Aż wreszcie zaczęłam dostrzegać, że wracamy ciągle do tych samych rozmów i tematów, i że reakcja na moje słowa jest zawsze powierzchowna i nic z niej nie wynika. To jest zbudowany i chroniony przez nich basen nieszczęścia, żalu i cierpienia, w którym bardzo chętnie sami się kąpią i do którego wciągali także mnie. Nigdy nie mieli zamiaru oczyścić wody w tym basenie ani z niego wyjść.
Od tamtej pory wyczuwam ludzi-wampirów z dużej odległości i starannie ich unikam. I wam radzę to samo."
Źródło: W dżungli życia. B.Pawlikowska
Muszę nad tym pomyśleć...
nie mam co na doopę włożyć!!!
No bo, to było tak: jak już z letargu się otrząsnęłam i stanęłam na wadze to w euforię wpadłam i do działania przeszłam i... skończyło się na... niemal pustej szafie.
Jakiś terminator bezlitosny mi się włączył i definitywnie wyeksmitowałam wszystko: co za duże, dużo za dużo za małe, nie w tym fasonie, kolorze czy długości, bądź wieku sędziwym itp. itd...
Gdy zabierałam się do wyniesienia kolejnego wora, bliższa jęknęła: ale nie będziesz miała w czym chodzić. Odwarknęłam uprzejmie: a to, według ciebie, do noszenia się nadaje? Musiałam mieć coś i w głosie i w wyrazie twarzy, bo pies w trybie nagłym powędrował na nadprogramowy spacer.
I tak oto zostałam prawie naga, niemal bosa, ale jakby lżejsza...
Tylko, tak teraz myślę: nasz klimat nieszczególnie sprzyja brakowi przyodziewku... A wszystko to, bo... pogoda paskudna?
Kij w mrowisko,
|
czyli jeśli to prawda, że... Mistrz był nieubłagany dla tych, którzy lubowali się w rozczulaniu się nad sobą i pielęgnowaniu złości Bycie skrzywdzonym, mawiał, to nic takiego, chyba że chcemy to pamiętać. zródło: Minuta nonsensu A. de Mello SJ |
Nadszedł czas pożegnania mojej tłuściutkiej i brzuchatej 8
Zdradzam ją z piękną-piękniutką 7
no gołym okiem widać, że szczuplejsza, smuklejsza, powabniejsza!!!
Będę jej wierna... dopóki 6 nie spotkam, z którą zamierzam resztę życia spędzić, ale to nic pewnego, bo już teraz kusi mnie romans z 5 ;)
Tak czy siak, 8 dziękuje-my, miło nam nie było, więc na tęsknotę się nie zanosi :)))
Jakby co oddam w dobre ręce, bez prawa do reklamacji...
Jak się rozstawać to na całego! Czyli pierwsze 5kg za mną :)))
Kij w mrowisko,
|
a jeśli to prawda, że... Niska samoocena nie jest takim rodzajem choroby jak przeziębienie czy odra. Ale jest trochę jak malaria. Tkwi w środku nas i wyskakuje na wierzch raz po raz w sposób wysoce kłopotliwy. Jest też dużo gorsza niż malaria, ponieważ: - Wpływa na całe nasze życie, nieodwracalnie niwecząc codzienne działania. - Wpływa na nasze myślenie i światopogląd. - Wpływa na nasze związki. - Sprawia, że w wielu dziedzinach osiągamy znacznie mniej niż to, na co nas stać. - Obniża jakość życia. zródło: Teraz ja! S. Atkinson |
pomyślałam sobie, kolejny raz czytając:
Kij w mrowisko,
| czyli jeśli to prawda, że... Osoby otyłe mniej zastanawiają się nad swoim wyglądem w sensie dbałości o niego, zwracają mniejszą uwagę na swoje ubrania, modę czy styl. Nie kupują nowych ubrań, bo ciągle mają nadzieję, że schudną i dopiero wtedy zaczną żyć i podkreślać swój wygląd. I tak trwają latami, nie dając sobie praw do życia jak inni. zródło: Apetyt na zdrowie, mity na temat nadwagi E. Zubrzycka |
mnie to nie dotyczy.
A potem otworzyłam szafę, wybebeszyłam szuflady i... kwadrans, co najmniej, siedziałam i nadziwić się nie mogłam, potem ostatkiem sił dowlokłam się do lustra (1.80x1.20) i do reszty zaniemówiłam. Zrobiłam sobie mocną kawę, wygrzebałam "kulinarne" wino - baaardzo wytrawne i przez godzinę dochodziłam do siebie. Jak mól jakiś namolny kołatało mi się po głowie: gdzie ja oczy miałam??? (o rozumie przez litość nie wspominając)
Cóż nagłe przebłyski świadomości bywają bardzo bolesne. Chyba elektrowstrząsy nie wstrząsnęły by mną bardziej. A wszystko to, bo... pogoda paskudna!
Osoby dramatu:
eS - 4-letni ludź płci żeńskiej
eMeS - matka tegoż
BeeS - babka tegoż
Bliższa, dalsza i pociotki, zbierają się do wyjścia na spacer. Latorośle mają dojeść zupę:
eMeS - Zjadłaś?
eS - Zjadłam!
- Wszystko?
- Wszystko!
eMeS wchodzi do kuchni, zupa prawie nietknięta, z irytacją w głosie:
- Mówiłaś, że wszystko zjadłaś!
eS, z irytacją w glosie:
- Zjadłam wszystko co mogłam!
Tuż przed wyjściem:
BeeS - Włożyłaś spodnie?
eS - Włożyłam!
BeeS idzie zapiąć guziki, poprawić bluzkę:
- Ale gdzie są spodnie?!
- Na wersalce!
- Ale mówiłaś, że włożyłaś!!
- Włożyłam, ale zdjęłam!!!
- Kłamiesz jak z nut!!!!
Do pokoju wchodzi eMeS
eS - Mamo! A Babcia powiedziała, że kłamiesz jak z nut!
Widząc niewyraźne miny obu kobiet, krzyczy z pretensją w głosie:
- A właśnie, że tak powiedziała!!!
Kij w mrowisko,
| czyli jeśli to prawda, że... Jak długo będę rozwiązywać ten problem? Nie potrwa to ani minuty dłużej niż zrozumienie go, odpowiedział Mistrz zródło: Minuta nonsensu A. de Mello SJ |
mija,
czyli: czas na rozstanie!
czyli: definitywnie,
nieodwołalnie,
kategorycznie, rozstaję się z otyłością typu I
czyli: mówiąc po ludzku moje BMI=29,86
czyli: wynosi mniej niż 30
czyli: mam tylko 19,4kg nad-wagi
zatem: jak mi kto powie, że jestem otyła... na strzępy drobne rozerwę!!!
Wedle tabelek, cyferek i innych takich jestem:
KOBIETĄ Z NADWAGĄ
i basta!!!
Proszę ustawiać się w dwóch kolejkach:
na prawo ci z gratulacjami
na lewo ci, którym rozumu nie staje i mają jakieś ale - z przyjemnością stracę na nich dodatkowe kilo?gramy!!!
Kij w mrowisko,
| czyli jeśli to prawda, że... Osoby z nadwagą cierpią tak, jak osoby z poważną otyłością. Często w podobny sposób unikają sytuacji społecznych, mają podobne kompleksy. (...) Normy społeczne prześladują tak nadwagę, jak i otyłość. zródło: Apetyt na zdrowie E. Zubrzycka |
dobra a nawet niezbędna jest!!!
"Znajdziemy ją w kaszy gryczanej, szczawiu, owocach aronii i kaparach. (...) Uszczelnia naczynia krwionośne, dlatego polecana jest osobom, które mają cerę naczynkową. Dobrze komponuje się z witaminą C, zapobiegając jej utlenieniu." (źródło: wyrwane z jakiejś gazety)
Ha! wiedziałam! wiedziałam! że rutyna nie jest zła! Lubię rutynę! (gorzej ze szczawiem) ;)))
Kij w mrowisko,
| czyli jeśli to prawda, że... Spytano kiedyś Mistrza, czy wierzy w szczęście. Naturalnie - odparł z błyskiem w oku. Jak inaczej można by wyjaśnić sukces tych, których nie lubimy? zródło: Minuta nonsensu A. de Mello SJ |
długo-majowo-łikendziłam ;)))
i bardzo tego lenistwa potrzebowałam.
Kilometraż bierzący i zaległy wyrobiłam z nawiązką:
np. po to żeby zjeść loda szłam, w jedną stronę, 6km - pewnie, że mogłam samochodem, tylko... mi-sie nie chciało - a jak już doszłam to... mi-sie odechciało lodów!!! Może powinnam się na wieś odludną wyprowadzić?
W między czasie (?) a może przy okazji (?) schudłam małe co nie co, uprzedzając zarzut o nieuczciwej konkurencji lub stosowaniu niedozwolonych środków, oświadczam że zadziało się to bez mojej wiedzy! Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że ubyło mnie owe małe co nie co, ale zawsze lepiej mało niż nic ;)))
Kij w mrowisko,
| czyli jeśli to prawda, że... Jeśli mówię sobie, że jestem beznadziejna, nie pozwalam samej sobie na odczucie i poznanie własnej wartości. zródło: Teraz ja S. Atkinson |