
Cóż, spadek 0,2 kg to też zawsze spadek, prawda? Wprawdzie nie jest to wynik rewelacyjny jak na tydzień, ale nie zamierzam się martwić, a jedynie spiąć tyłek i lepiej trzymać się dietki. Od powrotu do szkoły mam problem z godzinami jedzenia. Podczas pracy zapominam o tym, że powinnam coś zjeść, często przynoszę jedzenie z powrotem do domu. W tym całym zamieszaniu nawet nie czuję głodu. A same wiecie, czym takie coś kończy się po południu i wieczorem: rzutem na lodówkę, albo ciągłym podjadaniem o niedozwolonej godzinie. No i mało wody piję

Pewnie stąd kłopoty z kupowaniem.
Następnego tygodnia też nie widzę wagowo na różowo, bo dziś imprezka u przyjaciół i znów do następnego piątku będę odrabiać "straty".
Prawie nie zaglądam ostatnio do Was przym pamiętników. Robiłam to podczas wczesnoporannego rowerkowania, niestety teraz ten czas poświęcam na sprawdzanie kartkówek i ćwiczeń. Tzn dalej pedalę, ale nie przeglądam internetu, tylko czerwonym długopisem stawiam znaczki. Czasem wieczorkiem poczytam, co u Was, ale na komentarz już nie mam siły i weny twórczej. Wybaczcie! Po prostu zła organizacja czasu

Na deser wstawiam Wam mojego synka:


Zdjęcia robił książę małżonek, ma talent prawda?
