Witam dziewczęta, witam

.
I już wyjaśniam o co chodzi z tytułem. Otóż dzisiaj się zważyłam, w prawdzie nie rano a ok godz. 13 i moja waga wskazała... 63!! No śmiech na sali! Ona chyba się psuje, albo bateria jej pada. Jestem przed "comiesięcznym nieszczęściem", ale 4 kilo do góry to raczej nie jest możliwe. Prawda?
A do tego mój aktywny tryb życia (bo nie oszukujmy się, ale codziennie coś ćwiczę, czasem przecież nawet w ciągu jednego dnia i siłownia i basen) i się nie obżeram żeby tak przytyć.
Niektóre z Was piszą, że wow tyle sportu uprawiam i w ogóle. Tylko szkoda, że tego nie widać na wadze.
Ja już nie rozumiem tego w ogóle. Co tam we mnie siedzi...

Dziś byłam na uczelni, okazało się, że maj mam cały w rozjazdach, bo aż 3 wycieczki się zapowiadają

. Szybciej nas zwolnili, więc szybciej byłam w domu. Potem oczywiście korki z sympatyczną, ale niekoniecznie błyskotliwą dziewczynką

.
Moje jedzonko to:
Śniadanie - 2 wafle ryżowe z sałatą i rzodkiewką + czerwona herbata
II śniadanie - kefir z biedronki owoce leśne 0% + mleczna kanapka
Przed obiadem - grejpfrut + czerwona herbata
Obiad - 2 łyżki ziemniaków + 3 małe kotleciki mielone + 1 wielka tarta marchew

+ czerwona herbata
Kolacja - 2 wafle ryżowe z serkiem wiejskim (3 łyżki)
Wydaje się być dużo jedzenia, ale ja bym to oceniła na 800??
A Wy jak?
Na kolacje pewnie będzie jakaś sałatka, tak żeby na 1000 się zatrzymać, choć warzywa mają tyle co nic kcal.
Dziś pobiegać już nie zdążę, bo o 20.30 meczyk!! Kibicuję FcBarcelonie <3
Ale brzuszki porobię. Może dziś na ławeczce...

Musiałam... 